Ajurwedyjskie sposoby na zadbane stopy oraz krem do stóp z mocznikiem (receptura)

Stopy to szczególnie ważna część naszego ciała, po pierwsze na nich opieramy cały ciężar ciała podczas poruszania się, a po drugie przecież tak wiele nerwów oplatających nasze ciało ma swoje zakończenie właśnie w stopach. W Indiach na tyle dużą wagę przywiązuje się do stóp, iż osoby szanowane, np. nauczyciele (guru) są na powitane dotykane lub nawet całowane w stopy.

A ponadto Hindusi twierdzą, że stopy dają nam bezpośredni kontakt w dobrą energią Matki Ziemi. Warto więc stopom poświęcić odrobinę uwagi podczas codziennych rytuałów pielęgnacyjnych.

W ogóle pierwsze zalecenie jakie mogę dać jeśli chcesz swoim stopom, a przez nie całemu ciału zapewnić dobrostan brzmi: chadzaj boso jak najczęściej, a w ciepłe poranki biegaj boso po rosie 🙂

A co do pielęgnacji…

Oto uniwersalny sposób na zadbane stopy prosto ze stanu Kerala – w tym regionie Indii rośnie szczególnie dużo palm kokosowych, więc kokos jest powszechnie wykorzystywany w różnych postaciach do wszystkiego, również w celach kosmetycznych. A mieszkanki Kerala znane są z tego, że mają wyjątkowo zadbane ciała.

Zrób pastę z mniej więcej 1 łyżki mleka kokosowego i 1 łyżki mąki besan (hinduska mąka z ciecierzycy), nałóż na podeszwy stóp, pozwól, aby wyschła – odczucie na skórze całkiem sympatyczne 🙂 po wyschnięciu pasty, czyli po mniej więcej 15 minutach, spłucz ją ciepłą wodą (najlepiej wymocz stopy w zawczasu przygotowanej misce z wodą). Na koniec wmasuj w stopy niewielką ilość masła kokum.
Kilka słów o nim… masło kokum (wymawiaj kokam) otrzymuje się z owoców drzewa Garcinia indica rosnącego w lasach tropikalnych na zachodnim wybrzeżu Indii. Z kwasów tłuszczowych dominuje w nim kwas palmitynowy, stearynowy i oleinowy. Kokum zawiera również garcinol – substancję znaną ze swych właściwości antyoksydacyjnych, przeciwzapalnych i antybakteryjnych. W lecznictwie ajurwedyjskim wykorzystuje się nie tylko tłuszcz z owoców kokum, ale  również syrop i wino oraz suszone, sproszkowane owoce. W celach kosmetycznych tradycyjnie tłuszcz używany jest do skóry suchej, zwłaszcza do stóp, szczególnie pomocny okazuje się ponoć przy spękanych piętach – tego nie miałam okazji na szczęście zbadać na sobie, niemniej jednak potwierdzam, że masło kokum dobrze sprawdza się w pielęgnacji stóp oraz spierzchniętych zimową porą ust – pozostawia taką specyficzną, nietłustą jak na masło, jedwabistą powłokę. Zapach i smak ma neutralny, dostępne jest bez problemów w Polsce. Bardzo polecam 🙂

dscf3708

Masło kokum jest dość twarde, ale szybko topi się w kontakcie ze skórą

Inny wariant pielęgnacyjny: najpierw krótki masaż stóp olejem sezamowym, a po nim zanurzenie stóp w ciepłej kąpieli z dodatkiem soli oraz do wyboru np. sproszkowanego drzewa sandałowego, płatków róż (lub wody różanej), aloesu, mleka kokosowego lub mleka krowiego.

Extra kąpiel dla zmęczonych stóp: ciepła woda, garść soli, 1 łyżka oleju rycynowego/sezamowego, napar z goździków lub imbiru, ewentualnie 5 kropli olejku eterycznego goździkowego lub imbirowego.

Raz w tygodniu polecam zastosować specjalny zabieg na stopy balansujący dosze:

  • Osoby typu Vata i Kahpa mają zimne stopy, dodatkowo osoby Vata mają przewa żnie suchą, szorstką, stwardniałą skórę stóp, a osoby typu Kapha – grubą warstwę zbędnej skóry. Dla takich stóp fajna jest pasta o następującym składzie:  1 łyżeczka soli, 1/2 łyżeczki zmielonych goździków, 2 łyżki oleju sezamowego. Natrzyj skórę pastą okrężnymi ruchami. Spłucz, wmasuj niewielką ilość oleju sezamowego.
  • Osoby typu Pitta mają ciepłe stopy oraz skłonność do nadmiernej ich potliwości. Aby to zbalansować wmasuj w stopy mieszankę składającą się 1 łyżeczki oleju neem i 2 łyżek oleju kokosowego (który wcześniej trochę podgrzej w kąpieli wodnej, aby go rozupścić).  A na co dzień możesz używać drzewa sandałowego jak talku – po prostu natrzeć stopy sproszkowanym drzewem sandałowym. Ogranicza to potliwość, a ponadto skóra natarta drzewem sandałowym nabiera bardzo przyjemnego zapachu.

A dla tych stóp, które są nieco zaniedbane i wymagają poważniejszej interwencji polecam kilkudniową kurację kremem z dużą ilością mocznika, który zmiękczy naskórek, dzięki czemu łatwiej będzie go usunąć bezinwazyjnie. Oto bazowa recepturka:

dscf3706

Krem do stóp z mocznikiem

Krem do stóp z 30%-ową zawartością mocznika – 50 gramów

Grupy składników

Składniki % w recepturze

Ilość w gramach

Faza tłuszczowa

olej

10

50

masło kokum

10

5

wosk pszczeli

5

2,5

emulgator MGS

5

2,5

Faza wodna

gliceryna

2

1

kwas mlekowy

2

1

mleczan sodu

2

1

mocznik 30

15

alantoina

szczypta

woda destylowana/napar/
hydrolat

30

15

Faza dodatków

konserwant

1

0,5

witamina E

0,5

0,25

ekstrakt aloesu

2,5

1,25

Komentarz do receptury:

  • jest to emulsja woda w oleju, czyli składniki fazy wodnej wlewamy do fazy olejowej, dzięki temu uzyskujemy cięższą, bardziej tłustą konsystencję, aby krem nieco dłużej się wchłaniał, dzięki czemu mocznik będzie miał szansę podziałać. Niemniej jednak nie oznacza to wcale, że krem oblepi nam stopy i będą one tłuste przez całą noc 🙂 składniki i ich proporcje są tak dobrane, że krem ma robić swoje, ale nie być uciążliwy w użytkowaniu
  • wosk pszczeli jest emulgatorem w emulsjach woda w oleju, a dodatkowo sprawi, że krem będzie miał cięższą konsystencję i dłużej się wchłaniał (patrz wyżej)
  • olej – chodzi o tłuszcz płynny – polecam oczywiście olej sezamowy
  • gliceryna – akurat miałam pod ręką własnej produkcji gliceryd nagietkowy 🙂 mam spore zapasy ususzonego nagietka z własnego ogródka, więc przetwarzam go na wszelkie możliwe sposoby, bo dlaczego nie 🙂 i używam do wszystkiego, bo dlaczego nie 🙂
  • kwas mlekowy i mleczan sodu mają właściwości pielęgnujące, a jednocześnie zapewniają stabilność mocznika – czyli to, że się nie wyodrębni z kremu i nie skrystalizuje, bo wtedy oczywiście działał nie będzie; słyszałam o takim kremie do stóp, z wyższej półki cenowej, który miał mocznik wysoko w składzie, ale co z tego, skoro po posmarowaniu stóp dało się wyczuć na skórze kryształki mocznika – to niedopuszczalny błąd w recepturze kremu. Nie musisz używać obu tych składników jednocześnie, wystarczy jeden z nich.
  • hydrolat – akurat miałam pod ręką własnej produkcji nagietkowy 😉
  • aloes fenomenalnie nawilża, i w ogóle jest fenomenalny, jestem w nim zakochana 🙂 kiedyś poświęcę mu cały wpis 🙂
  • możesz uzupełnić recepturę olejkiem eterycznym, dla osób typu Pitta wychładzającym, np. miętowym, a dla osób typu Vata i Kapha – rozgrzewającym, np. goździkowym, imbirowym, cynamonowym.
  • pamiętaj o rękodzielniczym bhp: zdezynfekuj naczynia, dłonie, blat roboczy, docelowy pojemnik na krem.

Odważ i rozpuść składniki obu faz w gorącej kąpieli wodnej w osobnych naczyniach, gdy wszystko dokładnie się rozpuści wlej powoli składniki fazy wodnej do olejowej, cały czas mieszając aż do ostygnięcia kremu. W celu przyspieszenia tego procesu możesz naczynie, w którym mieszasz krem, wstawić do zimnej kąpieli wodnej. Gdy krem będzie miał temperaturę pokojową dodaj składniki fazy dodatków, wymieszaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *